Problemy z definicją nauki
Paweł Kugler

W artykule „Sąd nad Darwinem” (Gazeta Wyborcza 07-11-2005) opisana została historia procesu sądowego toczącego się obecnie w Dover w stanie Pensylwania (USA). Przyczyną sporu było odczytanie w jednej ze szkół na lekcji biologii oświadczenia o następującej treści: „Ponieważ teoria Darwina jest ledwie teorią, nowe odkrycia mogą ją podważać. Teoria inteligentnego projektu oferuje wyjaśnienie zagadki pochodzenia życia, które różni się od wyjaśnienia zaproponowanego przez Darwina. Uczniowie zainteresowani wiedzą na temat IP mogą sięgnąć do książki »O pandach i ludziach«, która jest w szkolnej bibliotece”. Rodzice niektórych uczniów zaskarżyli radę edukacji w Dover do sądu o naruszenie gwarantowanej przez konstytucję zasady rozdziału Kościoła od państwa. W ich odczuciu teoria inteligentnego projektu (IP) ma implikacje religijne i tym samym nie spełnia kryteriów teorii naukowej, która z definicji nie może dopuszczać odniesienia do sił ponadnaturalnych.
Spór wokół zasadności nauczania teorii ewolucji w szkołach w USA toczy się już od dawna. Jednak, jak dotąd, zwolennicy kreacjonizmu (teorii zakładającej celowe stworzenie świata i życia przez Boga) nie odnosili większych sukcesów. W opinii wielu komentatorów teoria IP jest kolejną próbą ataku kreacjonistów skierowanego przeciwko teorii ewolucji. W teorii IP strona „ponadnaturalna” została jednak zredukowana do absolutnego minimum. Teoria mówi jedynie o konieczności istnienia potężnej i inteligentnej Istoty (Bytu?), która wszystko zaplanowała i stworzyła. Natomiast nie precyzuje kim konkretnie jest owa Istota, dzięki czemu teoria nie wskazuje na żadną konkretną religię.
Każdy obiektywny obserwator konfliktu zauważy, że rozstrzygnięcie sporu wcale nie jest rzeczą prostą. Teoria ewolucji jest krytykowana nie tylko przez tzw. „fundamentalistów chrześcijańskich”, ale również przez wielu znanych naukowców. W przypadku tych ostatnich, podstaw krytyki nie stanowią przesłanki religijne, ale badania naukowe. Do najczęściej wysuwanych kontrargumentów należą:
Te i inne argumenty nie mogą być zignorowane przez żadnego myślącego człowieka. Sam Darwin miał wątpliwości w niektórych wymienionych obszarach.
Prezydent USA George W. Bush proponuje, aby w szkołach „nauczać debaty” („Science vs. design: no debate”, The Boston Globe 23-09-2005), tzn. aby dać uczniom możliwość zapoznania się z różnymi teoriami. Takie rozwiązanie jest oczywiście trudne do przeprowadzenia pod względem pedagogicznym. Uczniowie powinni być przekonani, że w szkole poznają prawdę, a „debata” stwarzałaby napięcia, poczucie niepewności i sceptycyzm poznawczy.
W toku procesu sądowego stało się jasne, że uznanie teorii IP za teorię naukową wymagałoby zmiany definicji samej nauki. W omawianym artykule cytowane są słowa występującego w charakterze świadka prof. biochemii, będącego jednym z prekursorów teorii IP, Michaela Behe, który teorię naukową definiuje w następujący sposób: „wskazująca dane i logiczne wnioski propozycja wytłumaczenia zjawiska naturalnego”. Taka definicja teorii naukowej dopuszczałaby wyjaśnianie niektórych zjawisk siłami ponadnaturalnymi. Jej akceptacja mogłaby z jednej strony budzić uzasadnione obawy przed włączeniem do nauki różnego rodzaju pseudo-nauk, takich jak astrologia. Z drugiej jednak strony właściwie przeprowadzona zmiana paradygmatu w nauce mogłaby uwolnić społeczeństwo zachodnie od wyrosłego na gruncie materializmu nawyku oddzielania religii od rzeczywistości. Nawyk ten wyrządza w umysłach ludzkich ogromne spustoszenie, ponieważ spycha religię to sfery „nierelaności” i subiektywizmu. Tymczasem prawdy duchowe są rzeczywiste i obiektywne, chociaż do ich poznania nie nadaje się aparat naukowy.
Z całą pewnością dominujący w kręgach naukowych światopogląd znacząco wpływa na obowiązujące teorie naukowe. Wg badań opublikowanych w 1998 r. przez czasopismo Nature jedynie 7% elity amerykańskiej National Academy of Science wierzy w Boga, a wśród biologów odsetek ten stanowi jedynie 5,5% („Agreeing Only to Disagree on God's Place in Science”, New York Times 27-09-2005). Nie jest tajemnicą, że współczesny paradygmat naukowy wyrósł na bazie XIX-wiecznego naturalizmu. Pogląd ten z góry odrzuca wszystko to, co nadprzyrodzone. Czy jednak założone z góry nieistnienie Boga jest równoznaczne z neutralnością światopoglądową? Czy nie jest twierdzeniem godzącym głęboko w świadomość religijną człowieka? A jak się ma to założenie do zakładanej przez naukę obiektywnej oceny faktów? Do poszukiwania prawdy absolutnej? Czy tak zdefiniowana „jakoby bezstronna” nauka jest godna zaufania?
Korzenie współczesnej nauki sięgają daleko poza XIX wiek, a twórcy jej podwalin byli gorliwymi chrześcijanami. Kopernik, Galileusz, Newton czy Kepler nie uważali swoich przekonań religijnych za sprawę prywatną, a w swoich pracach dawali wyraz zdumieniu i podziwowi dla mądrości i mocy Stwórcy. Nie przeszkadzało to w żadnej mierze pracy nad odkrywaniem regularności i porządku w naturze. Co więcej, to właśnie chrześcijański światopogląd stanowił podstawę przekonania, że istnieją stabilne prawa determinujące porządek we wszechświecie. Istnienie Prawodawcy gwarantowało istnienie praw.
Jeżeli współczesna nauka wzdryga się przed tym co „ponadnaturalne”, to być może powinna dostrzec i wyraźnie określić granice, na których powinny kończyć się jej badania i twierdzenia. Tam gdzie zaczyna się „NIEPOZNAWALNE”, gdzie nie mogą sięgnąć nasze aparaty naukowe, jest miejsce na innego rodzaju poznanie. Być może częściej powinniśmy słyszeć słowa: „na to nauka nie zna odpowiedzi”. Takie podejście byłoby uczciwsze niż propagowanie jako naukowe hipotez niepotwierdzonych żadnymi rzetelnymi dowodami.

Copyright 2005 Gdańskie Forum Dialogu Nauki i Religii im. Heweliusza

Członkowie Forum niekoniecznie utożsamiają się z treścią artykułu.



Inne artykuły na ten temat:
Agreeing Only to Disagree on God's Place in Science, New York Times 27-09-2005
Sąd nad Darwinem, Gazeta Wyborcza 07-11-2005
Science vs. design: no debate, The Boston Globe 23-09-2005
The Problem with Intelligent Design, Metanexus Institute 05-05-2005